• Wpisów:657
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:32
  • Licznik odwiedzin:64 828 / 2642 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niestety, ale ostatnio w ogóle nie mam czasu żeby na niego wchodzić. Miałam nadzieję, że znów zacznę go prowadzić i dodawać tu nowe wpisy, ale nie wyszło mi. Za niedługo wakacje i może wtedy będę miała mniej zmartwień na głowie i dam radę to dalej pociągnąć. Niestety na chwilę obecną mówię, iż jestem zmuszona go zawiesić do odwołania. :< Trzymam kciuki żeby za niedługo mój miniblog wrócił do żywych. (I tak z dnia na dzień ubywa was, dlatego chyba i tak mało kto będzie za mną tęsknił. )
Ja za wami będę tęsknić i mam nadzieję, że do zobaczenia.
  • awatar Gość: aleś ty tu karyniła wstyd!!! I nie czcij przeszłości, bo Twoja obłuda i zakłamanie niebios sięga. A złośliwość jeszcze wyżej. Żyj w swoim smrodzie ze smrodem, ktory sobie wybrałaś i nie truj życia innym. Twoje idealistyczne teksty mają się nijak do rzeczywistości. Wolę umrzeć na ulicy niż w twoich śmierdzących pałacach, ktore spływają moralnym gnojem. Nie masz żadnych konotacji do nieba, ani do księżniczki, ani do anioła. To tylko Twoje chore wyobrażenia o sobie.
  • awatar Gość: ale toto był żenujący blog, wstyd i śmiech ale przede wszystkim wstyd!!!
  • awatar Always in my heart: Już rok cię tu nie ma :( Mam nadzieję, że kiedyś wrócisz. Twoje opowiadanie było pierwszym jakie czytałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Zabrałam się za czyszczenie kompa, bo już zaśmiecony różnymi duperelami i tak zajrzałam do folderów Bruna i zaczęłam oglądać filmiki z nim, które pobrałam już dość dawno. Tak trochę mi się smutno zrobiło. Bo tęsknię za tym jak razem z przyjaciółką się nim jarałyśmy aż do przesady, a teraz się już pozmieniało...
  • awatar FOR SALE ♡: *Serdecznie zapraszam do siebie. Organizuję pinger'owy sklep z ubraniami, kosmetykami i dodatkami, naprawdę tanio!*
  • awatar Igloo96: Ja tez chce tu mieć taka przyjaciółkę! Ale czasy mogą zawsze wrócić co nie? :D
  • awatar Słodziak-z-niego: Ehh szkoda, że się pozmieniało, może jak sie poogląda więcej i więcej to się przypomni co nieco :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dawno nie wchodziłam na kompa, nie było czasu itd. No i dzisiaj za bardzo też nie chciałam, ale weszłam żeby zobaczyć co się dzieje w tym internetowym świecie. I tak patrze przeglądam tego fb i nagle takie "Bruno Mars - When I Was Your Man [Official Video]". Włączam i tu serio teledysk. Ja takie "AAAA OMG KJGHEFRUWEHFRIOWEFJUIOWER4NCDX" i wgl skacze jak durna się jaram. Teraz przez dłuuuuuuuuugi czas bd miala co robić. ^^ Nie wiem jak wam, ale mi się on bardzo podoba.
 

 
Weszłam sobie tylko na bloga żeby przejrzeć jakieś nowe wpisy itd. W pierwszej chwili nie patrzyłam na licznik odwiedzin, ale jak zobaczyłam na nim 30 000 to taki zaciesz!! Dziękuję wam Hooligans jestem tu już wami pewien czas, ale nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę taką liczbę odwiedzających.
 

 
No i czas zacząć kolejny dzień. Z każdym następnym mam już dosyć mojego monotonnego życia. Wyszykowałam się cały czas spoglądając na zegarek pilnując godziny. Była 7.30. Czyli może w końcu nie spóźnię się do pracy. Nałożyłam trampki, zapięłam płaszcz na ostatni guzik, wzięłam torebkę, a następnie przekręciłam klucz w zamku. Już chciałam zrobić krok do przodu, ale nie miałam jak. Przede mną stał Bruno z uśmiechem na ustach. Spojrzałam w jego brązowe tęczówki. Jak zawsze były przepełnione radością.
- Bruno, mógłbyś?! Chcę przejść, może chociaż dzisiaj się nie spóźnię.
- Ale... - przerwałam mu.
- Chyba nie proszę cię o tak wiele. Odsuń się.
- Dobrze, ale od kiedy pracujesz w soboty?
Słysząc jego pytanie zamilkłam. Przez to wszystko co się ostatnio dzieję zupełnie zapomniałam o tym, że dziś sobota. Jednak nie odpuszczałam i ciągnęłam dalej.
- Od dzisiaj... Zresztą słuchaj, to moja sprawa kiedy i dlaczego pracuję. Dzisiaj chyba po raz pierwszy przyjdę do niej punktualnie i byłoby miło gdybyś tego nie schrzanił. I wiesz? Nie musisz się dzisiaj trudzić i po mnie przyjeżdżać, ani odwiedzać w pracy. Po prostu daj mi dzisiaj spokój.
- Wszystko w porządku?
- Nie Bruno... nic nie jest w porządku. - wyminęłam go i zaczęłam iść przed siebie.
- Jeżeli zrobiłem coś nie tak, to mi to powiedz. Wtedy postaram się wszystko naprawić. - dodał zaraz po tym jak mnie dogonił i złapał za dłoń starając zatrzymać. Ja jednak szybko wyrwałam ją z uścisku.
- Teraz jest już za późno. - rzuciłam, a następnie przyspieszyłam kroku.
Dziwnie się czułam po tym co mu powiedziałam. Przecież żadne z nas nigdy nie podniosło na siebie głosu. A tu nagle takie coś z mojej strony. Ale najzwyczajniej miałam już tego wszystkiego dosyć. Z czasem stało się to dla mnie nudne i udawane. I mimo, że wciąż był dla mnie jak brat, którego kocham, wszystko stawało się coraz bardziej wymuszane. Jakby robił to z litości. Z drugiej strony nie ważne co jest teraz. Mam jedynie nadzieję, że z czasem wszystko się jakoś ustabilizuję. Teraz jedyne czego potrzebuję to chwili spokoju i samotności.
Będąc pod szklanym wieżowcem ciężko wzdychając weszłam do środka. Lucy widząc mnie trochę się zdziwiła, bo nigdy nie przychodziła tu w dni wolne. Ja jednak nie zwracając na to szczególnej uwagi podeszłam do niej z pytaniem czy ma już coś dla mnie. Z lekkim niepokojem spoglądała na mnie swoimi dużymi zielonymi oczami i powoli podała teczkę z dokumentami do wypełnienia. Nie było ich jednak dużo. Biorąc więc papiery poszłam prosto do swojego biura.

*Bruno*

Spacerując po ulicach L.A. myślałem nad tym co stało się rano. Nie miałem pojęcia czy zrobiłem coś nie tak, czy może nie zauważyłem czegoś co dzieję się w jej życiu, a jako przyjaciel powinienem w tym pomóc. Czułem jednak, że to z pewnością ma jakiś związek ze mną. Przecież tak znikąd by na mnie nie naskoczyła. Nie wiedziałem jednak o co konkretnie mogło chodzić. Pomyślałem, żeby porozmawiać z ciocią Melissy, miałem nadzieję, że może chociaż ona coś będzie wiedziała na ten temat. Bez chwili namysłu skierowałem się w stronę biurowca.
Po jakiś 20 minutach dotarłem na miejsce. Wszedłem do ogromnego holu. Od razu podszedłem do Lucy by zapytać czy pani Rosanne jest u siebie. Na moje szczęście akurat przyszła do recepcji. Pierwsze co powiedziała to "Melissa jest u siebie", ale nim odeszła zdążyłem powiedzieć, że chciałbym porozmawiać z nią, a nie z Liss. Była trochę zdziwiona, ale bez większych problemów zgodziła sie na rozmowę.
- No więc co się dzieje, Bruno?
- Wie pani może co się dzieje z Melissą?
- Nie rozumiem...
- Dzisiaj... powiedziała kilka rzeczy, które nieco mnie zdziwiły. Najgorsze jest tylko to, że nie wiem czy może coś zrobiłem nie tak, czy to wina kogoś lub czegoś innego. Dlatego chciałem spytać czy może pani coś o tym wie.
- No niestety. Nie pomogę ci, bo kompletnie o niczym mi nie mówiła. Przykro mi.
- Rozumiem. Mimo wszystko dziękuję.
Kobieta uśmiechnęła się siadając za biurkiem.

*Melissa*

Właśnie kończyłam wypełniać dokumenty gdy nagle usłyszałam jak ktoś puka z szklane drzwi. W ich progu ujrzałam Bruna.
- Prosiłam cię o coś. - rzuciłam obojętnie.
- Chcę tylko pogadać.
- O czym ty chcesz gadać? O tym, że to wszystko zaczyna się walić? Oboje prawie w ogóle nie mamy dla siebie czasu. Ty cały czas jesteś w studiu, a ja w biurze. A teraz? Teraz to na pierwszy rzut oka nie nazwałabym nas przyjaciółmi, bo zupełnie nic na to nie wskazuję. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wszystko było normalnie. Było...
- Nie sądzisz, że to brzmi trochę jak rozmowa zakochanych, którym nie bardzo się układa w ich związku?
- Bruno, ja mówię poważnie!
- Wiem... przepraszam. Ale masz chyba trochę racji. - usiadł naprzeciw mnie. - Mam pomysł.
- Jaki?... Z góry mówię, że nie rzucę pracy. No chyba, że zaczniesz za mnie płacić rachunki.
- Nie licz na to.
- Więc słucham.
- Dawno razem nigdzie nie wychodziliśmy. To może pójdziemy do jakiegoś klubu. Oboje choć na chwilę oderwiemy się od rzeczywistości i zapomnimy o problemach. Chociaż tej nocy. - mówiąc ostatnie zdanie zrobił minę zbitego psiaka.
- No nie wiem. Możliwe, że jutro też zapomnę, że mam dzień wolny i na kacu przyjdę do pracy. A chyba oboje byśmy tego nie chcieli... Reszta pracowników pewnie tak samo.
- To z pewnością byłby ciekawy widok. - parsknął śmiechem.
- Na pewno. Oddawałabym tęczowe dokumenty.
- Fuu. - skrzywił się.
- A tak na serio to jestem za. Przyda mi się jakiś wypad.
- Świetnie! - zerwał się na równe nogi. - Przyjadę o szóstej wieczorem. Tylko nie zapomnij się ładnie ubrać, bo nie możesz narobić mi wiochy. Przecież jestem Bruno Mars! Muszę się jakoś prezentować. - zaśmiał się poprawiając kapelusz.

___________

Jak ktoś czyta to proszę o komenty. Są dla mnie ważne i chcę wiedzieć co ewentualnie poprawiać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No cóż... wiem, że długo tego 2 rozdziału nie dodawałam, ale jakoś cały czas z tym zwlekałam, a dzisiaj jest mi trochę smutno. Poza tym nie wiedziałam czy jest dla kogo pisać, ale jeśli te kilka osób chce rozdział to biorę się już za pisanie, bo nic lepszego do roboty nie mam.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
No to tak... ja już pewnie na kompa nie wejdę, bo przygotowania, porządki itd. Dlatego życzę wam udanego sylwka, niezależnie czy sami czy w gronie znajomych. Żeby kolejny rok był jeszcze lepszy niż ten. Jeszcze raz szczęśliwego nowego i... em... kaca jutrzejszego, nawet po picolo. xD
xx
 

 
Wchodzę na twitter'a, patrzę, a tam w trendach "Bruno Mars" i ta radość
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A więc jednym z trzech powodów mojego świętowania jest rocznica Marsoholizmu. To dzisiaj mijają już 2 lata od momentu, w którym zostałam Marsoholiczką i po raz pierwszy usłyszałam i zakochałam się w piosence Grenade jak i w samym Brunzie. Do dziś doskonale pamiętam ten dzień i jak to się wszystko stało. ^^ Awwww...To już 2 latka, niesamowite jak ten czas leci.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Stłumiony dźwięk budzika i rażące promienie słoneczne wpadające wprost do mojego pokoju przez wielkie okno znajdujące się tuż obok łoża. Tak zaczyna się każdy mój poranek. Niechętnie zwlokłam się z łóżka zerkając ukradkiem na zegarek. Było już wpół do ósmej. Czyli znów się spóźnię. Jak oparzona popędziłam do łazienki. Szybko doprowadziłam się do stanu codziennego po czym pobiegłam przed szafę wybrać coś co mogę ubrać do pracy. Wybrałam czarne rurki oraz białą koszulę z czarnymi akcentami. Moje długie ciemne blond włosy sięgające do pasa upięłam w niedbałego koka. Ostanie raz spojrzałam do lustra. Promienie rozświetlały moje blade policzki, a spod długich naturalnie czarnych rzęs wyglądały szaro-niebieskie oczy. Nigdy się nie malowałam. Nie potrzebowałam maski, która zakryje znienawidzone przeze mnie piegi i inne niedoskonałości. Zaróżowione usta lekko się uśmiechnęły. Widząc jednak godzinę widniejącą na zegarze zbiegłam na dół. Nałożyłam ciemne botki z ćwiekami oraz narzuciłam beżowy płaszcz do kolan. Zapięłam się pod samą szyję, przez ramię przewiesiłam torbę i łapiąc w dłonie przygotowane wcześniej teczki z dokumentami wybiegłam z domu.
Bez ustanku biegłam przed siebie cały czas kontrolując godzinę. Kilkakrotnie potknęłam się i potrąciłam jakiegoś przechodnia, ale udało się. Dotarłam na miejsce. Pchnęłam ciężkie szklane drzwi prowadzące do ogromnego holu. Było już kilkanaście minut po ósmej. Jak zawsze gdy tu docieram. Kiedyś chyba muszę się zaskoczyć i przyjść tu na czas. O ile to w ogóle możliwe. Witając się z setką ludzi, których widzę 6 razy w tygodniu podeszłam do recepcjonistki. Lucy jak zawsze przekazała mi kilka dodatkowych świstków, a następnie dodała, że ktoś na mnie czeka. Zmarszczyłam brwi pytając kogo ma na myśli, ona jednak uśmiechnęła się mówić bym sama się przekonała. Z lekka zaniepokojona ruszyłam prosto do mojego biura. Stojąc tuż przed jego drzwiami wzięłam głęboki wdech aż wreszcie weszłam do środka. Co ujrzałam? Tego idiotę z burzą kruczoczarnych loków na głowie. Jego brązowe oczy uśmiechały się do mnie dając nadzieję, że to jednak będzie dobry dzień. Na biurku stała moja ulubiona kawa czekając na to aż zrobię jej pierwszy łyk. Przyjaciel cały czas opierał się o kant mebla, czekał aż wykonam jakiś ruch. Skrzyżowałam ręce na piersi z uśmiechem podchodząc do niego. "Dziękuję" szepnęłam spoglądając w czekoladowe tęczówki 27-latka. "Trochę się spóźniłaś" odpowiedział całując mnie w czoło. Niestety już po niecałych pięciu minutach musiał jechać do studia nagraniowego. A szczerze mówiąc chciałabym go mieć dziś przy sobie. Nikt nie potrafił pocieszać mnie tak jak on. Zawsze był dla mnie podporą...
Nie miałam tu nikogo prócz niego. Rodzice i wszyscy inni przyjaciele są teraz w NY. Często mam chwilę, w których tęsknie za wszystkim co miałam tam. Do głowy momentalnie przychodzą myśli typu "Po co to robiłam? Po co się tu przeprowadzałam? Co mnie podkusiło?". I już setki razy zadawałam sobie w kółko te same pytania, mimo, że doskonale znam na nie odpowiedź. Poza tym gdyby nie moja wyprowadzka, moje kontakty z Brunem ograniczały by się do rozmów przez kamerkę gdy znajdzie chwilkę czasu. A z rodziną wciąż się widuję, odwiedzają mnie najczęściej jak tylko mogą, bo oni mają o wiele więcej czasu na jakiekolwiek wyloty itp. niż on. Poza tym wiecznie nie mogłam żyć pod nadzorem rodziców. Chociaż mimo, iż mam już 25 lat to nawet moja własna ciocia stara się mnie kontrolować, ale mimo wszystko i tak ją kocham, bo to dzięki niej mam jakąkolwiek pracę. (...)
Nad tym wszystkim mogłabym myśleć cały dzień siedząc w ciszy i wyglądając przez ogromne okno na piątym piętrze sporego biurowca. Mogłabym, ale tego nie zrobię. Wtem do pomieszczenia wparował wysoki brunet o ciemnych oczach. Jak zawsze idealny ubiór i fryzura. Jak zawsze miał ten swój lekki zarost, który kręcił większość pustych lalek pracujących tu (nie mam bladego pojęcia kto przyjął tu te plastiki, ale mniejsza z tym). Prawa ręka szefowej położyła mi przed nosem stertę KOLEJNYCH papierów, które musiałam na dziś wypełnić. Super setka nowych dokumentów. Woho...
Bożyszcze tutejszych pracowniczek stanął obok mnie zdając relację drugiej prawej ręce <czyt. mi> co zdążyło się już wydarzyć, a co ma dopiero mieć miejsce. W końcu miał wyjść, ale tuż przed drzwiami zatrzymał się pytając czy mam dzisiaj czas. Kąciki ust mimowolnie uniosły mi się. Wzruszyłam ramionami na znak, że nie wiem. Po tym nie odezwał się już ani słowem tylko wyszedł zamykając za sobą drzwi. Od tamtej chwili złapałam pierwszą kartkę leżącą obok mnie. Zaczęłam uważnie ją studiować, a później wypełniłam jak należy. I tak było z całą resztą. Nad wszystkim spędziłam kilka godzin, ale udało mi się do skończyć. Złożyłam je wszystkie na wie osobne sterty po czym zaniosłam do cioci by złożyła na nich podpis. Mając chwilę wytchnienia postanowiłam się stąd ulotnić chociaż na pięć minut. Chwyciłam za płaszcz, który nałożyłam w biegu i z portfelem w dłoniach wyszłam ze szklanego budynku. Za plecami jednak usłyszałam męski głos wołający "Liss, poczekaj!". Zatrzymałam się czekając aż brunet dobiegnie do miejsca, w którym stałam. Chwilę mi się przypatrywał aż w reszcie wydusił z siebie pytanie czy może iść ze mną. Cicho westchnęłam, skinęłam na tak, bo wiedziałam, że nie przyjmie odmowy. Jednak jego towarzystwo mi nie przeszkadzało. Kiedy widział, że nie mam ochoty na rozmowę siedział cicho, a gdy musiałam się komuś wygadać w przerwie od pracy on mnie wysłuchał. Brunz śmiał się z niego i nazywał nadętym lalusiem w garniaku. Faktem jest, że mógł sprawiać takie wrażenie. Dopiero gdy pozna się go bliżej można spokojnie powiedzieć, że to nie jest typ poważnego faceta, który często zgrywa kobieciarza.
Weszliśmy do małej przytulnej kawiarenki. Zajęliśmy nasze stałe miejsce - mały stolik w kącie dla dwojga. Kelnerka nie pytając nawet o zamówienie jak zawsze przyniosła nam dwie kawy. Przychodziliśmy tu codziennie, więc zdążyła już sobie zapamiętać co zamawiamy. Siedząc w ciszy zabraliśmy się za picie gorącej cieczy. W lokalu przesiedzieliśmy z pół godziny, póki "szefowa" nie zadzwoniła do mojego towarzysza byśmy w już wracali, bo uzbiera nam się trochę roboty. Joe zapłacił za nasz oboje. Chwilę później byliśmy już przed biurowcem.

Po kilku godzinach pracy przyszedł czas na powrót do domu. Przed budynkiem czekał już znany mi samochód. Weszłam do jego środka witając się z przyjacielem. W czasie drogi powrotnej zdążył wypytać mnie co się działo i czy wszystko jest okey. Usłyszał odpowiedzi takie jak każdego innego dnia. Chciałam by chociaż dziś przyszedł do mnie, posiedział i porozmawiał, ale nie... Bo on mam dużo pracy. Rozumiałam go i szanowałam, że tak bardzo się temu poświęca, ale z dnia na dzień dochodzę do wniosku, że przeprowadzka tu jednak zupełnie nic nie dała. Owszem widzę się z nim w sumie codziennie, ale tylko tyle co wita się ze mną i odwozi do domu. Sama już się w tym wszystkim zaczynam gubić i żałować wielu decyzji, których dokonałam. Coraz częściej mam ochotę usiąść, zamknąć się w ciemnym pomieszczeniu i to wszystko jeszcze raz przemyśleć od nowa, a momentami nawet i cofnąć czas.
____________

Póki co jest on krótszy niż byłyby inne, bo to pierwszy, który dopiero wprowadza w to wszystko. Możliwe, że nie jest za ciekawy, ale jeśli przeczytaliście to niech każda taka osoba pisze co myśli. Zależy mi na waszym zdaniu, więc pisać czy ciągnąć dalej czy nie.
  • awatar Show meeh <3: twoje pierwsze opowiadanie, które zaczynam czytać. w końcu się zebrałam i jestem z tego faktu zadowolona. ciągnij dalej, chcę zobaczyć, co będzie :)
  • awatar Słodziak-z-niego: Zapowiada się interesująco, ale jestem ciekawa jakie to przygody będą się nam szykować :D Przyjaciele hm.. hm.. hm.. :D
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Ja bym się cieszyła nawet jakbym go tyle widziała ^^ cudowny odcinek :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
A więc wasza @bruno.mars życzy wam spełnienia marzeń, fajnych prezenciorów i przede wszystkim duuuuuuuuuuuuuuuuużo Brunza i żebyście go w końcu mogły na żywo zobaczyć i przytulić!
A teraz gadać! Która wie co dostanie, czy może już nawet dostała, na święta!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
OMG!
Tak mi się nudzi (wiem powinnam pisać, ale cicho) to se oglądam wszystkie jeszcze nie obejrzane filmiki 'wasabi production' i natrafilam na ten filmik *0:29*
i ten mój zaciesz
 

 
Jak się w końcu zabiorę za ten pierwszy odc. opowiadania to cud bd.
 

 
i się cieszę jak głupia jak ktoś ma dobrą pamięć to może ten jeden pamięta, ale wątpię
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Od dłuższego czasu mam taką chęć żeby coś napisać o Brunie. Jakieś kolejne odc. do opowiadania, ale już mi się wyczerpały na nie pomysły i przypuszczam, że raczej go nie skończę. Na imaginy też nie zawsze mam pomysł. Czasem coś wpadnie do głowy, ale o wiele rzadziej bd one dodawane. Dlatego też od kilku dni tak myślałam czy nie zacząć pisać nowego opowiadania, na które mam już pewien pomysł. Mam tylko obawy, że będzie ono jakimś niewypałem, nikt nie bd go czytał lub co gorsza znów zacznę i nie skończę. I znając życie napiszecie mi, że jak chce, bo to zależy ode mnie i to moja decyzja itp. kiedy ja nie mam pojęcia i liczę, że mi pomożecie w jakikolwiek sposób... Piszcie szczerze:
*PISAĆ vs. NIE PISAĆ*
 

 
Mogłabym prosić osoby, które czytały kiedyś moje opowiadanie o to by dały o sobie znak życia? Proszę was, bo muszę się teraz tego dowiedzieć, więc błagam. Jeśli ktoś zobaczył ten wpis i czytał moje opo to niech powie. To dla mnie ważne. : (
 

 
Bruna znałaś od małego. Zawsze byliście nie rozłączni i każdy kto was znał nazywał "papużkami nierozłączkami". Oboje się z tego śmialiście choć zdawaliście sobie sprawę z tego, że może to i tak wyglądać. Z czasem jeszcze bardziej się zbliżyliście przez co powoli przestawaliście widzieć w sobie przyjaciół. Bliskie wam osoby wiele razy powtarzały, że bylibyście idealną parą. Śmialiście się z tych słów, a w głębi obydwoje stawialiście sobie pytanie "Czemu nie?"

Mijały miesiące, a między wami rodziło się coraz większe uczucie. Aż w końcu... zostaliście parą. Wszystko układał się pięknie. Jeszcze nigdy nie czułaś się tak dobrze i bezpiecznie jak u boku Bruna. Było tylko jedno "ale". Postanowił, że jak narazie będzie lepiej jeżeli będziecie się ukrywać z waszym związkiem i dopiero po jakimś czasie stopniowo zacznie pokazywać, że na prawdę coś między wami jest. Nie wiedziałaś w co się pakujesz dlatego zgodziłaś się. Dopiero po kilku tygodniach żałowałaś swojej decyzji. Wydawało się, że to nie będzie żaden wyczyn, ale myliłaś się. Wszędzie gdzie był Bruno ty musiałaś trzymać dystans. Nie mogliście publicznie okazywać sobie uczuć, a Bruno przecież ostatnio cały czas był fotografowany, więc musieliście uważać. Dopiero będąc w domu mieliście wolną rękę, a tam spędzaliście zaledwie 1/5 waszego czasu. Wychodziło, więc na to, że to nie związek, a wciąż tylko bliższa przyjaźń. Bynajmniej ty tak to postrzegałaś. Miałaś nadzieję, że jak najszybciej się to wszystko skończy...

*Kilka dni później*
Twój ukochany (o ile wciąż mogłaś go tak nazywać) szykował się do wywiadu, który był dla niego bardzo ważny. Zresztą dla ciebie również, ponieważ byłaś na niego zaproszona i ty. W ostatnim czasie w mediach robiło się o was coraz głośniej, ale Brunz trzymał się śpiewki iż wciąż jest singlem. Tym razem postanowili zaprosić i ciebie oraz zapytać o tę sytuację. Kilka dni wcześniej oboje ustaliliście wspólna wersję i na jakie ewentualnie pytania nie będziecie odpowiadać. Przemyśleliście każdą najgorszą możliwość lub komentarz do zdjęć zrobionych wam jakiś czas temu.
Nadeszła godzina gdy myśleliście jechać do studia. Po około 20 minutach dojechaliście na miejsce. Wszyscy obecni w pomieszczeniu do którego weszliście ci się przyglądał. Nie dziwiło cię to za bardzo, bo wiedziałaś, że dziś naprawdę się postarałaś i wyglądałaś bardzo ładnie. Włosy zostawiłaś rozpuszczone, zrobiłaś sobie lekki makijaż. Miałaś na sobie turkusową sukienkę podkreślającą twoja idealną figurę, a na nogach czarne szpilki.
Nareszcie rozsiedliście się na beżowej sofie w przestrzennym studiu. Dookoła porozstawiane były kamery, a naprzeciw was siedziała redaktorka. Wywiad się zaczął. Zadawała różne pytania, na które bezproblemowo odpowiadaliście. W końcu zaczęła drążyć temat ciebie i Bruna. Chciałaś zacząć, ale Bruno tobie przeszkodził. Zaczął coś kręcić, ale po chwili dotarło do ciebie to o czym mówił. W końcu złapał cię za rękę i z uśmiechem potwierdził wasz związek. Ta chwila była dla ciebie niezapomniana. Od tamtej pory nie miałaś żadnych obaw o to czy ktoś zobaczy jak trzymacie się za dłonie czy całujecie. W tej chwili mało cię to obchodziło i miałaś nadzieję, że teraz między wami będzie tylko lepiej.

***

Bruno siedzący w szpitalu u twojego boku i pokazujący ci po kolei kupione przez niego ubranka i kapelusiki dla waszego synka.

***

Ty i Brunz rzucacie się śnieżkami. On zaczyna cię gonić, a na finish'u łapie cię i oboje wpadacie w zaspę śnieżną po czym zaczynacie się śmiać i namiętnie całować.

***

I ta chwila, w której starasz się uspokoić Bruna, który stresuje się przed poznaniem twojej rodziny w obawie, że go nie polubią.

___

Jak się podobają to komentować, prose.
 

 
F*ck Zaczęłam, ale nie skończyłam. Przepraszam, ale dzisiaj nie dam rany dokończyć imagina. Ale obiecuję, że jeśli jutro znajdę 5 min to dokończe i dodam! MACIE MOJE SŁOWO i jeszcze raz sorry.
(ostatnio po porostu wydaje mi się, że ma czas, a później się okazuję, że się myliłam -,-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak chce ktoś imagina to pisać, bo teraz jadę kupić prezent dla koleżanki, a jak wrócę bd miała dużo czasu, więc mogłabym coś naskrobać.
 

 
Postanowiłam trochę pozmieniać na blogu jak widać. Chciałam się spytać jak wam się podoba? Macie może jakieś zastrzeżenia?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak sb zaczęłam słuchać płytki Bruna... i patrze na te tutuły i jakoś moją uwagę przykuła piosenka Natalie. Część chyba wie o co mi chodzi. ;D
  • awatar Słodziak-z-niego: Bru w jednym wywiadzie powiedział "You don't wanna be Natalie in this song" kradzieka forsy jedna! :D Ale w tym wypadku miło mieć tak na imię xD
  • awatar I Decided To Give You All Of Me: jedna z moich ulubionych piosenek z tej płyty, imię też bardzo ładne, twoje? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jeśli będziecie chciały to co jakiś czas jak znajdę kilkanaście minutek na napisanie czegoś to będę mogła wam bazgrać takie imaginy raz dłuższe, a raz krótsze. Ale to zależy od was.
 

 
Jak co noc spoglądałaś w gwieździste niebo siedząc na skrawku łóżka. Spojrzałaś za siebie. Na miejscu obok twojego leżał on- mężczyzna którego tak bardzo kochałaś. Uśmiechnęłaś, ale na samą myśl o ostatnich kilku tygodniach po policzku spłynęła ci łza. Już od dłuższego czasu nie miał dla ciebie czasu, cały czas wywiady to lot to Londynu czy NY. Kochałaś go całym sercem, ale zaczynało cię to powoli męczyć. Z każdym kolejnym dniem bolało cię to jeszcze bardziej. Jednak co noc siadając w tej samej pozycji, w tym samym miejscu, spoglądałaś na jego czarne loczki. Przyglądałaś się mu jak spał, obserwowałaś każdy jego ruch, to jak oddychał... Znów tylko ucałowałaś jego policzek i położyłaś u jego boku wtulając w tors Bruna, bo przy nikim nie czułaś się tak bezpiecznie jak przy nim.

Kolejnego ranka przetarłaś oczy po czym zerknęłaś na miejsce obok. Nie było go. Jak zawsze. Zostawił jedynie tacę ze śniadaniem na szafce nocnej z karteczką "Miłego dnia skarbie. : ) Kocham cię". Uśmiechnęłaś się zabierając za jedzenie.
Cały dzień spędziłaś na błąkaniu po mieście. Nie miałaś pojęcia co ze sobą zrobić, bo nikt z twoich znajomych nie miał czasu by się z tobą spotkać, ale nie miałaś im tego za złe, przecież każdy ma swoje życie i plany. Chyba już tylko ty byłaś osobą samotnie pałętającą się po Kalifornijskich ulicach. Z czasem zaczęło się ściemniać, ale tobie ani śniło się wracać do tego pustego domu. Nagle jednak dostałaś jakąś wiadomość. Czym prędzej wyciągnęłaś telefon z kieszeni, a następnie odczytałaś ją.
"Proszę cię przyjdź do sadu który tak często odwiedzaliśmy."
Uśmiechnęłaś się na samą myśl o tym miejscu. Kochałaś je, bo to właśnie tam po raz pierwszy Bruno cię pocałował. Banalne, ale jednak taką chwilę byłaś zdolna zapamiętać do końca swojego życia. Bardzo dawno już tam nie byłaś, więc szybko wsiadłaś w taksówkę i pojechałaś we wskazane miejsce. W końcu udało ci się tam dotrzeć. Pobiegłaś do sadu, a tam... Tam zobaczyłaś kilka kocy porozkładanych tuz obok siebie. Na jednym z nich leżał duży kosz piknikowy. Na drzewach zawisły lampiony rozświetlające wybrane miejsce. Wtem poczułaś jak ktoś łapie cię od tyłu za biodra składając lekki pocałunek na twojej szyi. Zachichotałaś.
- Wiem, że ostatnio nie miałem zbyt wiele czasu, ale najwyższy czas bym ci to wynagrodził. - szepnął swoim seksownym głosem do twojego ucha. Jednym ruchem odwróciłaś się do niego przodem wpijając w jego usta. Oboje zatraciliście się w namiętnym pocałunku. Był tak namiętny i zachłanny... tęskniłaś za tym.
Resztę wieczoru, a nawet nocy spędziliście w swoim towarzystwie doskonale się bawiąc. Bruno specjalnie dla ciebie wziął tydzień wolnego. W końcu mieliście czas dla siebie i nikogo innego.
  • awatar Słodziak-z-niego: Awwww rozpływam się :D
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: To było cudowne... Jeju.. jak Ty wspaniale piszesz... miałam lzy w oczach. Co Ty ze mną robisz? ;p zacznij pisać jakieś opowiadanie, taki talent nie może się zmarnować. Napisz książkę. Jesteś po prostu genialna... No nie mogę.. za mało epitetów żeby opisać to wszystko...
  • awatar Young, wild girl ♥: awwww *__* no kurde ... chciałabym tak ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nudno mi w cholerę, nie mam co robić (nie licząc nauki do jutrzejszego sprawdzianu z polskiego, ale to nie zmienia faktu, że i tak nie mam co robić ) To skoro nie jestem w stanie pisać dalszego ciągu opowiadania, bo *brak mi pomysłów* to może chociaż napiszę imagina, bo o Brunzie jest ich mało? Chyba, że nikt nie chce to ok.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wiecie? Gdybym mogła wrócić do dni, w których pisałam opowiadania to bym bez zastanowienia to zrobiła. :'
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Awwwww... :' Mam wrażenie, że z każdą kolejną piosenką, wywiadem, zdjęciem zakochuję się w nim od nowa coraz bardziej i bardziej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›